Oferta

Dlaczego problemy jednej osoby dotyczą całej rodziny?

Kiedy cierpi jedna osoba, cierpi również relacja. A kiedy zmienia się relacja, często łatwiej zmienia się także życie tej osoby….

Kiedy cierpi jedna osoba, cierpi również relacja. A kiedy zmienia się relacja, często łatwiej zmienia się także życie tej osoby. Bywa, że wszystko zaczyna się od jednej osoby. Nastoletni syn przestaje chodzić do szkoły. Córka coraz częściej wybucha złością. Partner zamyka się w sobie i unika rozmów. Mama od miesięcy zmaga się z obniżonym nastrojem. W takich chwilach uwaga całej rodziny naturalnie skupia się na tej osobie. To ona wydaje się źródłem problemu. To ona ma „coś ze sobą zrobić”, pójść do specjalisty, zmienić swoje zachowanie albo „wziąć się w garść”.

To zrozumiałe. Kiedy cierpi ktoś bliski, chcemy znaleźć przyczynę. Szukamy prostego wyjaśnienia i rozwiązania. A jednak doświadczenie psychoterapii systemowej pokazuje, że rzeczywistość rodzinna rzadko jest tak prosta.

Nie dlatego, że problem tej osoby nie jest prawdziwy. Wręcz przeciwnie. Jej cierpienie jest realne i zasługuje na uwagę. Jednocześnie bardzo często okazuje się, że trudność nie istnieje w oderwaniu od relacji z najbliższymi. Wpływa na wszystkich i jednocześnie pozostaje pod wpływem tego, co dzieje się między nimi.

To właśnie dlatego psychoterapeuci systemowi patrzą nie tylko na pojedynczego człowieka, ale także na sieć jego relacji. Nie po to, by kogokolwiek obwiniać. Po to, by lepiej zrozumieć, dlaczego problem utrzymuje się mimo wielu prób jego rozwiązania.

Dlaczego tak łatwo uwierzyć, że problem ma tylko jedna osoba?

Kiedy boli nas ząb, szukamy chorego zęba. Kiedy psuje się samochód, mechanik znajduje uszkodzoną część. Nic więc dziwnego, że podobnie próbujemy myśleć o trudnościach psychicznych i rodzinnych. Zakładamy, że skoro cierpi jedna osoba, to właśnie w niej znajduje się źródło problemu. Takie myślenie daje poczucie porządku. Pozwala wierzyć, że jeśli uda się „naprawić” tę osobę, wszystko wróci do normy.

Jednak relacje międzyludzkie nie działają jak maszyna z jedną uszkodzoną częścią. Rodzina jest żywym organizmem, w którym każda zmiana wpływa na pozostałych. To, co robi jedna osoba, wywołuje reakcję drugiej. Ta reakcja wpływa na kolejną osobę, a ona odpowiada jeszcze inaczej. Z czasem powstają powtarzające się wzorce zachowania, które często utrzymują się nawet wtedy, gdy nikt już nie pamięta, od czego wszystko się zaczęło.

Z perspektywy systemowej ważniejsze od pytania: „Kto zaczął?” staje się pytanie: „Co dzieje się między wami, że problem nadal trwa?”. Takie rozumienie jest jednym z fundamentów terapii rodzin i psychoterapii systemowej. Zamiast szukać jednego sprawcy, pomaga zobaczyć wzajemne oddziaływanie ludzi pozostających w bliskich relacjach. To zmienia sposób patrzenia na trudności. Zamiast zastanawiać się, kto zawinił, można zacząć rozumieć, co podtrzymuje cierpienie.

Rodzina przypomina sieć połączonych ze sobą nici

Wyobraźmy sobie delikatną pajęczynę. Jeśli poruszymy jedną nić, drgnie cała konstrukcja. Nie dlatego, że wszystkie nici są takie same, ale dlatego, że pozostają ze sobą połączone. Podobnie funkcjonują rodziny.

Narodziny dziecka zmieniają życie rodziców. Dorastanie nastolatka wpływa na relację małżeńską. Choroba jednego z domowników zmienia codzienne obowiązki wszystkich. Nawet dobra wiadomość: awans zawodowy, przeprowadzka czy narodziny wnuka powoduje konieczność odnalezienia nowej równowagi.

Nie oznacza to, że wszyscy reagują identycznie. Każdy przeżywa sytuację na swój sposób. Jednak trudno znaleźć wydarzenie dotyczące jednej osoby, które nie wywołałoby choćby niewielkiej zmiany u pozostałych członków rodziny.

Virginia Satir wielokrotnie podkreślała, że rodzina jest miejscem, w którym ludzie nieustannie na siebie oddziałują poprzez sposób komunikowania się, okazywania uczuć, rozwiązywania konfliktów i budowania bliskości. To właśnie w codziennych, często niepozornych kontaktach powstaje klimat emocjonalny domu.

Dlatego psychoterapeuta systemowy nie patrzy wyłącznie na objawy jednej osoby. Interesuje go także to, co dzieje się wokół nich. Jak reagują pozostali? Co zmieniło się w rodzinie od momentu pojawienia się trudności? Jak bliscy próbują sobie z nią radzić?

Często okazuje się, że wszyscy robią to z najlepszych intencji. Rodzice chronią dziecko przed stresem. Partner stara się nie dokładać kolejnych problemów. Rodzeństwo wycofuje swoje potrzeby, żeby „nie przeszkadzać”.

Paradoksalnie właśnie te pełne troski reakcje mogą czasem nieświadomie utrwalać trudność. Nie dlatego, że są błędne czy wynikają ze złej woli. Po prostu każda odpowiedź jednej osoby staje się częścią większego wzorca wzajemnych oddziaływań.

Czy objaw może pełnić jakąś rolę w rodzinie?

To jedno z najbardziej zaskakujących pytań psychoterapii systemowej. Łatwo je źle zrozumieć, dlatego warto od razu podkreślić coś bardzo ważnego. Nie chodzi o to, że depresja, zaburzenia lękowe czy problemy dziecka są komuś potrzebne albo że ktoś świadomie je podtrzymuje. Cierpienie zawsze pozostaje cierpieniem.

Jednak czasami objaw zaczyna wpływać na sposób funkcjonowania całej rodziny. Wyobraźmy sobie małżeństwo, które od dawna przeżywa narastające napięcia. Rozmowy kończą się kłótniami, a wzajemne pretensje stają się codziennością. W pewnym momencie ich nastoletni syn zaczyna doświadczać silnych napadów lęku.

Od tej chwili uwaga rodziców koncentruje się przede wszystkim na nim. Szukają lekarzy, organizują pomoc, wspólnie zastanawiają się, jak go wesprzeć. Dawne konflikty schodzą na dalszy plan. Oczywiście nikt nie chciał, żeby chłopiec zachorował. Nikt nie wywołał jego objawów. A jednak problem dziecka zmienił sposób funkcjonowania całej rodziny.

W innym domu może wydarzyć się coś odwrotnego. Dorosła córka chorująca na depresję sprawia, że rodzice jeszcze bardziej się od siebie oddalają, ponieważ każde z nich inaczej rozumie, jak należy jej pomagać. Tam, gdzie wcześniej byli blisko, pojawia się coraz więcej nieporozumień.

Systemowe myślenie zachęca więc do zadania pytania nie tylko: „Dlaczego pojawił się objaw?”, ale również: „Co zmieniło się w relacjach od momentu jego pojawienia się?”. Takie spojrzenie pozwala zauważyć, że problem jednej osoby nigdy nie pozostaje wyłącznie jej problemem. Zawsze staje się częścią życia całej rodziny i wpływa na sposób, w jaki jej członkowie odnoszą się do siebie nawzajem. To właśnie powtarzające się wzorce wzajemnych reakcji, a nie pojedyncze zachowania, stają się przedmiotem zainteresowania terapii systemowej.

To nie znaczy, że wszyscy są winni

To moment, w którym wiele osób odczuwa niepokój.

„Czy to znaczy, że psychoterapeuta uważa, że rodzice są winni?”

„Czy chce powiedzieć, że partner przyczynił się do mojej depresji?”

„Czy jeśli dziecko ma trudności, to znaczy, że zawiedliśmy jako rodzice?”

Psychoterapia systemowa odpowiada na te pytania bardzo jasno. Nie.

Patrzenie na rodzinę jako na system nie oznacza szukania winnych. Wręcz przeciwnie  jest próbą odejścia od myślenia, że jedna osoba ponosi całą odpowiedzialność za to, co dzieje się w relacjach. Istnieje ogromna różnica między winą a wpływem. Wina zakłada, że ktoś świadomie doprowadził do problemu. Wpływ oznacza natomiast, że nasze zachowania  nawet pełne troski i dobrych intencji oddziałują na innych. Tak samo ich reakcje wpływają na nas.

Rodzice mogą robić wszystko, co potrafią, a mimo to ich dziecko może przeżywać kryzys. Partner może kochać i wspierać, a jednak nie wiedzieć, jak rozmawiać z osobą cierpiącą na depresję. Dorosłe rodzeństwo może bardzo się o siebie troszczyć, ale jednocześnie nieświadomie utrwalać sposób funkcjonowania, który utrudnia zmianę. Takie spojrzenie często przynosi rodzinom ogromną ulgę. Zamiast pytać: „Kto zawinił?”, mogą zacząć zastanawiać się: „Co możemy zrobić inaczej?”.

Mony Elkaïm pisał, że terapeuta systemowy nie stoi z boku jak sędzia oceniający rodzinę. Jest uczestnikiem procesu wspólnego rozumienia tego, jak powstają i utrzymują się wzajemne oddziaływania. Taka perspektywa pozwala odejść od oskarżeń i otwiera przestrzeń do współpracy.  To jedna z najbardziej humanistycznych cech psychoterapii systemowej. Nie odbiera nikomu odpowiedzialności za własne zachowanie, ale jednocześnie nie sprowadza ludzkiego cierpienia do prostego wskazania winowajcy.

Dlaczego psychoterapeuta czasami zaprasza partnera lub rodzinę?

Osoby zgłaszające się na pierwszą konsultację często są zaskoczone, gdy terapeuta pyta, czy w którymś momencie pomocne byłoby wspólne spotkanie z partnerem lub innymi członkami rodziny. Pojawia się wtedy obawa:

„Czy moja terapia nie wystarczy?”

Najczęściej wystarczy. Wiele osób korzysta z psychoterapii indywidualnej i doświadcza ważnych zmian bez udziału bliskich. Systemowe myślenie nie zakłada, że każda trudność wymaga terapii całej rodziny. Jednocześnie są sytuacje, w których wspólne spotkanie może pomóc lepiej zrozumieć problem. Nie dlatego, że terapeuta chce „przesłuchać” rodzinę czy sprawdzić, kto ma rację. Chodzi raczej o zobaczenie tego, czego nie da się dostrzec z perspektywy jednej osoby: sposobu, w jaki ludzie rozmawiają, reagują na siebie, okazują wsparcie lub wyrażają napięcie.

Czasami już jedna rozmowa pozwala rodzinie zauważyć coś, czego wcześniej nie widziała. Ktoś odkrywa, że jego milczenie było odbierane jako obojętność, choć miało chronić przed kolejną kłótnią. Ktoś inny uświadamia sobie, że ciągłe dawanie rad wynikało z bezradności, a nie z braku zaufania. To właśnie dlatego psychoterapia systemowa interesuje się relacjami. Nie po to, by znaleźć błąd, lecz by stworzyć warunki do nowych doświadczeń i nowych sposobów bycia ze sobą.

Co naprawdę pomaga rodzinie odzyskać równowagę?

Wiele osób zgłasza się na terapię z nadzieją, że otrzyma gotowe rozwiązanie.

„Co mam powiedzieć?”

„Jak przekonać partnera do zmiany?”

„Jak sprawić, żeby dziecko przestało się tak zachowywać?”

Choć takie pytania są naturalne, odpowiedzi rzadko sprowadzają się do jednej rady. Trwała zmiana zwykle zaczyna się wtedy, gdy zmienia się sposób wzajemnego rozumienia siebie. Rodzina zaczyna dostrzegać nie tylko zachowania, ale także emocje, które za nimi stoją. Zamiast kolejnych prób kontrolowania sytuacji pojawia się większa ciekawość. Zamiast domysłów – rozmowa. Zamiast walki o rację – próba usłyszenia drugiej osoby.

Nie oznacza to, że konflikty znikają. Każda rodzina przechodzi przez trudniejsze okresy. Zdrowe funkcjonowanie nie polega na braku problemów, lecz na zdolności do wspólnego radzenia sobie z nimi. Froma Walsh opisuje odporność rodziny właśnie jako zdolność do przystosowywania się do zmian, odnajdywania nowych sposobów działania i odbudowywania bliskości mimo przeciwności. Rodziny różnią się między sobą, ale te, które potrafią rozmawiać o trudnościach, szukać znaczenia trudnych doświadczeń i wzajemnie się wspierać, łatwiej odzyskują równowagę po kryzysach.  To dobra wiadomość. Oznacza bowiem, że nawet jeśli przez długi czas wszyscy czuli się bezradni, nie muszą już na zawsze pozostać w tych samych wzorcach.

Czasem zmiana jednej osoby naprawdę zmienia całą rodzinę

Na pierwszy rzut oka może to brzmieć jak paradoks. Najpierw mówiliśmy, że problem jednej osoby dotyczy całej rodziny. Teraz mówimy, że zmiana jednej osoby może wpłynąć na wszystkich. Oba stwierdzenia są prawdziwe. Relacje działają w obie strony.

Kiedy jedna osoba zaczyna inaczej reagować, uważniej słuchać, wyrażać swoje potrzeby, stawiać spokojne granice lub odważa się mówić o swoich uczuciach, pozostali członkowie rodziny często, choć nie zawsze od razu, zaczynają odpowiadać inaczej.

Nie dzieje się tak dlatego, że ktoś ich do tego zmusza. Dzieje się dlatego, że zmienia się cały układ wzajemnych oddziaływań. To właśnie daje nadzieję psychoterapii systemowej. Nie polega ona na naprawianiu ludzi. Polega na tworzeniu warunków, w których ludzie mogą zacząć spotykać się ze sobą w nowy sposób. A kiedy zmieniają się relacje, często zmienia się również życie tych, którzy jeszcze niedawno wydawali się jedynymi nosicielami problemu.

Może właśnie dlatego pytanie: „Co jest z nim nie tak?” tak często ustępuje miejsca innemu, znacznie bardziej pomocnemu: „Co dzieje się między nami i co możemy wspólnie zrobić, żeby było nam trochę lżej?” To pytanie nie szuka winnych. Szuka zrozumienia. I bardzo często właśnie od niego zaczyna się prawdziwa zmiana.

Bibliografia

Carr, A. Family Therapy: Concepts, Process and Practice.

Elkaïm, M. (2005). Observing systems and psychotherapy: What I owe to Heinz von Foerster. Kybernetes, 34(3/4), 385–392.

Fryszer, A., & Schwing, R. (2014). Handbook of Systemic Psychotherapy. Vandenhoeck & Ruprecht.

Hedges, F. (2005). An Introduction to Systemic Therapy with Individuals: A Social Constructionist Approach. Palgrave Macmillan.

Satir, V. (2002). Rodzina. Tu powstaje człowiek. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Walsh, F. (Ed.). (2012). Normal Family Processes: Growing Diversity and Complexity (4th ed.). Guilford Press.

Picture of dr Sonia Dzierzyńska-Breś

dr Sonia Dzierzyńska-Breś

Dr nauk społecznych w zakresie pedagogiki (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). Ukończyła podstawowe i zaawansowane szkolenie z psychoterapii systemowej w Wielkopolskie Towarzystwo Terapii Systemowej. Pracuje z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, a także z parami i rodzinami. Doświadczenie zdobywała w poradniach zdrowia psychicznego oraz w praktyce prywatnej. W pracy opiera się na podejściu systemowym, koncentrując się na relacji i zasobach.