Oferta

Jak budować i odzyskać nadzieję w kryzysie? Emocje i aktywna nadzieja.

Kryzys może utrudniać codzienne życie. Sprawdź, jak budować nadzieję, działać w swoim tempie i radzić sobie z emocjami. Poznaj rolę…

Kryzys może utrudniać codzienne życie. Sprawdź, jak budować nadzieję, działać w swoim tempie i radzić sobie z emocjami. Poznaj rolę psychoterapii.

Są takie momenty w życiu, kiedy przyszłość przestaje być czymś, na co czekamy. Zamiast planów pojawia się niepewność. Zamiast ciekawości – lęk. Zamiast poczucia wpływu, przekonanie, że wszystko wymknęło się spod kontroli.

Trudne doświadczenie może przyjść nagle. Rozstanie, utrata bliskiej osoby, choroba, problemy finansowe, wypalenie zawodowe czy narastające konflikty rodzinne potrafią w krótkim czasie zmienić sposób, w jaki patrzymy na siebie i świat. Czasami rozwija się powoli, miesiącami lub latami, aż któregoś dnia zauważamy, że coraz trudniej nam wierzyć, iż cokolwiek może się jeszcze zmienić.

W takich chwilach wiele osób słyszy dobrze znane zdania: „Musisz być silny”, „Myśl pozytywnie”, „Na pewno wszystko się ułoży”. Choć wypowiadane z dobrych intencji, często zamiast pomagać, pogłębiają poczucie samotności. Trudno przecież uwierzyć w lepsze jutro tylko dlatego, że ktoś nam to powiedział. Psychoterapia systemowa patrzy na nadzieję w zupełnie inny sposób. Nie traktuje jej jako obowiązku ani cechy charakteru. Nie oczekuje od człowieka, że będzie optymistą niezależnie od okoliczności.

Nadzieja nie oznacza pewności, że wszystko dobrze się skończy. Polega na odzyskiwaniu poczucia, że nawet jeśli nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania, możemy zrobić kolejny krok. Że nasze życie nie kończy się na obecnym cierpieniu. Że obok cierpienia nadal istnieją relacje, wartości, możliwości i ludzie, którzy mogą towarzyszyć nam w drodze.

Dlaczego kryzys odbiera nadzieję i jak wpływa na emocje?

Większość z nas myśli o takim stanie przede wszystkim jako o trudnym wydarzeniu. Jednak z perspektywy podejścia systemowego jest on czymś więcej. To doświadczenie, które zmienia sposób postrzegania rzeczywistości. Gdy jesteśmy przeciążeni emocjonalnie, nasza uwaga naturalnie koncentruje się na zagrożeniu. Umysł próbuje przewidzieć wszystko, co może pójść źle, ponieważ chce nas ochronić. Problem polega na tym, że im dłużej trwa taki stan, tym trudniej dostrzegać cokolwiek poza nim.

Pojawia się wrażenie, że obecna sytuacja będzie trwała już zawsze. Przyszłość przestaje być przestrzenią możliwości, a staje się źródłem kolejnych obaw. To dlatego osoby w trudnej sytuacji często mówią:

  • „Nie widzę wyjścia.”
  • „Już nigdy nie będzie normalnie.”
  • „Nie wiem, po co cokolwiek planować.”
  • „Nie mam na nic wpływu.”

Nie oznacza to, że utraciły zdolność mierzenia się z trudnościami. Nawet aktywny dotąd człowiek może w takich warunkach poczuć bezradność. Oznacza raczej, że ich świat chwilowo bardzo się zawęził. Pauline Boss, opisując doświadczenie niejednoznacznej straty, zwraca uwagę, że człowiek najbardziej cierpi nie tylko z powodu samego wydarzenia, ale również z powodu życia w niepewności. To właśnie brak możliwości przewidzenia przyszłości sprawia, że tak trudno odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Nie zawsze możemy odzyskać kontrolę nad tym, co się wydarzyło. Możemy jednak stopniowo odzyskiwać wpływ na to, jak odpowiadamy na tę sytuację. To pierwszy krok do odbudowy nadziei. Świadomy wybór drobnego działania może pomóc odzyskać sprawczość. Pomaga przy tym uważność na własne przeżycia, potrzeby i granice – bez presji, by natychmiast działać.

Jak odzyskać nadzieję, gdy przyszłość pozostaje niepewna?

Jednym z największych nieporozumień dotyczących nadziei jest założenie, że pojawia się dopiero wtedy, gdy wiemy, że wszystko dobrze się skończy. Gdyby tak było, większość ludzi przechodzących przez poważne doświadczenia nigdy nie mogłaby jej doświadczyć. W rzeczywistości nadzieja rodzi się znacznie wcześniej.

Nie wtedy, gdy znika niepewność. Ale wtedy, gdy uczymy się żyć pomimo niej.

To szczególnie ważne w sytuacjach, których nie da się szybko naprawić. Przewlekła choroba, rozwód, śmierć bliskiej osoby, doświadczenie traumy czy wielomiesięczne napięcia rodzinne nie kończą się jednym rozwiązaniem. Często wymagają nauczenia się nowego sposobu życia. Pauline Boss podkreśla, że zdrowienie nie zawsze polega na znalezieniu odpowiedzi. Czasem polega na zaakceptowaniu faktu, że niektóre pytania pozostaną otwarte, a mimo to można nadal budować satysfakcjonujące życie.

To może wydawać się paradoksalne. Próbujemy odzyskać spokój poprzez szukanie całkowitej pewności. Tymczasem prawdziwy spokój często pojawia się dopiero wtedy, gdy przestajemy wymagać od siebie, by znać wszystkie odpowiedzi. Nie oznacza to rezygnacji ani biernej postawy wobec trudności.

Przeciwnie. To zgoda na to, by iść naprzód, mimo że droga nie jest jeszcze do końca widoczna. W gabinecie terapeutycznym można zaobserwować moment, w którym człowiek po raz pierwszy od wielu miesięcy mówi: „Nie wiem, jak będzie za rok. Ale wiem, co mogę zrobić dzisiaj.”To niewielka zmiana w sposobie myślenia. A jednocześnie jedna z najważniejszych. Bo właśnie wtedy cierpienie przestaje być jedyną historią, którą opowiadamy o swoim życiu.

Jak budować nadzieję dzięki relacjom i wsparciu innych?

W kulturze często pokazuje się nadzieję jako coś, co człowiek powinien odnaleźć wyłącznie w sobie. Jakby była ukrytym zasobem, który wystarczy odkryć odpowiednią siłą woli. Doświadczenie psychoterapeutów rodzinnych pokazuje jednak coś innego. Nadzieja bardzo rzadko rozwija się w izolacji. Najczęściej pojawia się wtedy, gdy ktoś doświadcza, że nie musi już samotnie dźwigać swojego cierpienia. Drugi człowiek nie musi wiedzieć, jak rozwiązać problem; czasem wystarczy, że potrafi towarzyszyć bez oceniania i krytyki.

Froma Walsh opisuje odporność psychiczną rodziny nie jako cechę poszczególnych osób, lecz jako proces zachodzący między ludźmi. To właśnie wspólne nadawanie znaczenia trudnym doświadczeniom, wzajemne wsparcie oraz możliwość otwartego przeżywania emocji pomagają rodzinom stopniowo odzyskiwać równowagę. Dlatego tak często już sama rozmowa z kimś życzliwym przynosi ulgę. Takie relacje pomagają budować poczucie oparcia, nawet kiedy nie da się usunąć źródła cierpienia. Nie dlatego, że rozwiązuje problem. Ale dlatego, że przestajemy być z nim sami.

Aktywna nadzieja – dlaczego małe kroki mają znaczenie?

Kiedy przeżywamy trudny okres, często chcielibyśmy, żeby zmiana nastąpiła szybko. Marzymy o dniu, w którym obudzimy się z poczuciem ulgi i pewności, że najgorsze już za nami. Rzeczywistość zwykle wygląda inaczej. Większość ludzi nie odzyskuje nadziei nagle. Nadzieja wraca po cichu. Pojawia się w drobnych doświadczeniach, które z początku mogą wydawać się nieistotne. To pierwszy spokojnie przespany wieczór po wielu tygodniach bezsenności. To rozmowa, podczas której po raz pierwszy od dawna można powiedzieć na głos, co naprawdę boli. To spacer, który nie zmienia całego życia, ale pozwala na chwilę odetchnąć. To moment, kiedy po raz pierwszy od miesięcy pojawia się myśl: „Może jednak dam radę przeżyć także jutrzejszy dzień.”

W podejściu systemowym często mówi się o zmianie jako procesie. Rzadko przypomina ona spektakularny przełom. Znacznie częściej jest serią niewielkich doświadczeń, które stopniowo zmieniają sposób, w jaki człowiek postrzega siebie, innych i własną przyszłość. Nawet małe zmiany w jednym obszarze życia mogą uruchomić kolejne pozytywne zmiany w całym systemie relacji.

To ważna wiadomość dla osób mierzących się z przeciwnościami.

Nie musisz dziś wiedzieć, jak rozwiążesz wszystkie problemy.

Nie musisz odzyskać całego życia.

Nie musisz być silniejszy niż jesteś.

Wystarczy, że zrobisz następny możliwy krok.

Dla jednej osoby będzie nim telefon do przyjaciela. Dla innej umówienie wizyty u psychoterapeuty. Dla jeszcze innej zwykłe wyjście z domu po kilku dniach spędzonych w łóżku. Każdy z tych kroków jest znacznie ważniejszy, niż może się wydawać. Bo każdy z nich mówi naszemu umysłowi coś niezwykle istotnego: „Nadal mam wpływ.” A poczucie wpływu jest jednym z fundamentów nadziei. Nie zawsze trzeba działać szybko: ważniejsze, by wybrać krok możliwy na dziś i dostosowany do własnych sił.

Dlaczego w kryzysie trudno dostrzec własne zasoby?

Jedną z charakterystycznych cech takiego przeciążenia jest to, że zaczynamy patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat tego, czego nam brakuje. Nie widzimy już swojej cierpliwości. Nie zauważamy wcześniejszych doświadczeń, z których kiedyś udało nam się wyjść. Zapominamy o ludziach, którzy są obok. Nie dostrzegamy własnej wytrwałości. Surowe ocenianie samego siebie potrafi dodatkowo przesłonić to, co nadal działa. To naturalny skutek przeciążenia, a nie dowód, że rzeczywiście nie mamy żadnych zasobów.

Froma Walsh opisuje odporność psychiczną nie jako wyjątkową cechę nielicznych osób, ale jako proces odkrywania i uruchamiania tego, co już istnieje zarówno w człowieku, jak i w jego relacjach. Nawet w rodzinach doświadczających bardzo trudnych wydarzeń można odnaleźć elementy, które wspierają zdrowienie: troskę, poczucie humoru, wspólne rytuały, gotowość do pomagania sobie czy zdolność do szukania sensu.

W praktyce terapeutycznej często okazuje się, że osoba pewna swojej całkowitej bezradności od miesięcy robi rzeczy wymagające ogromnej siły. Codziennie wstaje do pracy. Opiekuje się dziećmi. Towarzyszy choremu rodzicowi. Mimo własnego cierpienia troszczy się o innych. Problem polega nie na tym, że nie ma zasobów. Problem polega na tym, że przestała je zauważać. Warto spojrzeć na jej wysiłek z różnych stron: nie tylko przez pryzmat tego, czego nie udało się zrobić, lecz także tego, co mimo trudności nadal podtrzymuje. Terapia nie daje człowiekowi nowych sił z zewnątrz. Znacznie częściej pomaga mu zobaczyć te, które od dawna były obecne, lecz zostały przysłonięte przez ból.

Jak negatywne przekonania utrudniają odnalezienie nadziei?

Nie zawsze samo trudne wydarzenie jest największym zagrożeniem. Czasami bardziej niszczące okazuje się to, co zaczynamy sobie o nim opowiadać. Pojawiają się myśli: „Jeżeli teraz jest tak źle, już zawsze będzie źle.”, „Skoro sobie nie radzę, to znaczy, że jestem słaby.”, „Inni jakoś potrafią żyć, tylko ja nie.”

Takie myśli sprawiają, że cierpienie staje się jeszcze większe. Nie dlatego, że są prawdziwe. Ale dlatego, że zawężają perspektywę. Pauline Boss zwraca uwagę, że człowiek potrzebuje zaakceptować niepewność, zamiast nieustannie z nią walczyć. Próba odzyskania pełnej kontroli nad wszystkim często prowadzi do jeszcze większego wyczerpania. Znacznie bardziej pomocne jest stopniowe budowanie elastyczności i gotowości do życia mimo pytań, na które nie ma jeszcze odpowiedzi. Zmiana sposobu myślenia o sobie nie wymaga zaprzeczania cierpieniu, lecz poszerzania sposobów rozumienia własnego doświadczenia.

Podobnie Boris Cyrulnik pokazuje, że odporność psychiczna nie oznacza braku cierpienia. Oznacza zdolność do tworzenia nowych znaczeń i nowych doświadczeń, które sprawiają, że trauma lub bolesne wydarzenie przestają być jedyną definicją naszego życia.

To bardzo ważna różnica. Nie chodzi o to, aby zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Chodzi o to, aby trudne doświadczenie przestało być jedyną historią, jaką opowiadamy o sobie.

Jak podejście systemowe pomaga odbudowywać nadzieję?

Osoby zgłaszające się na psychoterapię często mówią: „Proszę powiedzieć, co mam zrobić.”

To zrozumiałe. W trudnych momentach pragniemy prostych odpowiedzi. Podejście systemowe nie daje jednak gotowych recept. Zamiast tego pomaga odzyskiwać zdolność do ich wspólnego odnajdywania. Terapeuta nie staje się ekspertem od życia drugiego człowieka. Towarzyszy mu w porządkowaniu doświadczeń, dostrzeganiu zasobów, rozumieniu wzajemnych wpływów oraz poszukiwaniu nowych sposobów reagowania. Zamiast narzucać jedną interpretację, pomaga przyjrzeć się sytuacji z różnych perspektyw i przygotować się do małych, możliwych zmian. Wspólna praca uwzględnia indywidualny kontekst życia oraz to, na co dana osoba jest obecnie gotowa. Warto przygotować się na to, że zmiana wymaga czasu. Każdy człowiek wnosi własny, indywidualny sposób reagowania, a także utrwalony wzorzec postaw. To szczególnie ważne dlatego, że wiele problemów nie dotyczy wyłącznie jednej osoby. Są osadzone w relacjach, historii rodziny, przeżytych stratach, wcześniejszych doświadczeniach i aktualnym kontekście życia.

Kiedy zaczynamy patrzeć na swoją sytuację szerzej, często okazuje się, że pojawia się również więcej możliwości działania. Zmienia się nie tylko sposób myślenia. Zmienia się także sposób przeżywania własnego życia. Czasem człowiek zaczyna bardziej świadomie rozpoznawać, kiedy potrzebuje odpoczynku, a kiedy chce działać. I właśnie w tej zmianie bardzo często rodzi się nadzieja. Nie jako obietnica, że od jutra wszystko będzie łatwe. Ale jako doświadczenie, że przyszłość nie jest już całkowicie zamknięta.

Czy trudne emocje mogą współistnieć z nadzieją?

Jedną z najbardziej obciążających myśli jest myśl, że jeśli nadal odczuwamy smutek, lęk czy złość, to znaczy, że nie robimy postępów. Tymczasem zdrowienie rzadko wygląda w ten sposób. Nie polega na stopniowym znikaniu wszystkich trudnych emocji. Polega na tym, że obok nich zaczyna pojawiać się coraz więcej miejsca na życie.

Można nadal tęsknić za kimś, kto odszedł, i jednocześnie cieszyć się spotkaniem z bliskimi.

Można odczuwać lęk związany z chorobą, a mimo to planować kolejne miesiące.

Można przeżywać ból po rozstaniu, jednocześnie powoli otwierając się na nowe relacje.

To nie jest sprzeczność. To naturalny, ludzki sposób przystosowywania się do trudnych doświadczeń. Nie trzeba tłumić uczuć, by stopniowo uczyć się z nimi radzić. Boris Cyrulnik opisuje odporność psychiczną nie jako powrót do dawnego życia, lecz jako zdolność do tworzenia nowego życia pomimo zranień. Trudne doświadczenia pozostają częścią naszej historii, ale nie muszą już wyznaczać granic całej przyszłości.

Budowanie nadziei to proces, który rzadko przebiega w samotności

Choć o odporności psychicznej często mówi się jak o indywidualnej cesze, doświadczenie terapeutyczne pokazuje coś zupełnie innego. Największe zmiany bardzo rzadko zachodzą w całkowitej samotności. Człowiek odzyskuje nadzieję wtedy, gdy doświadcza relacji, w których może być sobą — także ze swoim lękiem, zwątpieniem i bezradnością. Nie potrzebuje wtedy udowadniać, że jest silny. Nie musi ukrywać łez ani szukać natychmiastowych rozwiązań. Może po prostu być.

Froma Walsh podkreśla, że odporność psychiczna rozwija się dzięki bezpiecznym więziom, wspólnemu poszukiwaniu znaczenia trudnych doświadczeń oraz poczuciu, że nawet w obliczu bardzo poważnych kryzysów człowiek nie pozostaje sam. Rodzina, bliscy i wspierające relacje nie usuwają bólu, ale pomagają go unieść. Czasem wystarczy obecność kogoś, kto potrafi spokojnie wspierać, zamiast wymagać natychmiastowej poprawy.

Nie oznacza to, że każdy ma wokół siebie liczne grono wspierających osób. Czasami pierwszą relacją, w której można doświadczyć takiego bezpieczeństwa, jest właśnie kontakt terapeutyczny. Dla wielu osób staje się ona miejscem, w którym po raz pierwszy od dawna ktoś nie próbuje ich naprawiać ani oceniać, ale naprawdę słucha. I właśnie z takiego doświadczenia często zaczyna wyrastać nadzieja.

Kiedy warto poszukać profesjonalnej pomocy?

Nie każdy trudny okres wymaga profesjonalnej terapii. Nie istnieje też jedna właściwa reakcja na trudne wydarzenia: ludzie różnią się sposobami przeżywania uczuć, zasobami i potrzebami. Są sytuacje, w których wsparcie bliskich, czas i własne zasoby pozwalają stopniowo odzyskać równowagę. Bywa jednak, że cierpienie trwa tygodniami lub miesiącami i zamiast słabnąć, staje się coraz bardziej przytłaczające.

Warto rozważyć konsultację ze specjalistą, jeśli zauważasz, że:

  • coraz trudniej Ci wykonywać codzienne obowiązki,
  • wycofujesz się z relacji i życia społecznego,
  • masz poczucie, że utknąłeś i nie widzisz żadnego wyjścia,
  • od dłuższego czasu żyjesz w ciągłym napięciu lub lęku,
  • trudna sytuacja wpływa na relacje z partnerem, dziećmi lub innymi bliskimi,
  • przestajesz wierzyć, że cokolwiek może się zmienić.

Proces terapeutyczny nie polega na przekonywaniu, że wszystko będzie dobrze. Może natomiast tworzyć przestrzeń, w której łatwiej rozpoznawać własne postawy wobec zmiany i uczyć się działać w zgodzie ze swoimi możliwościami. Pomaga lepiej zrozumieć własną sytuację, odzyskać poczucie wpływu i wspólnie poszukiwać dróg, które wcześniej mogły pozostawać niewidoczne. Czasami największą zmianą nie jest znalezienie natychmiastowego rozwiązania. Jest nią odzyskanie wiary, że rozwiązanie w ogóle może istnieć.

Bibliografia

  • Boss, P. (2018). Loss, Trauma, and Resilience: Therapeutic Work with Ambiguous Loss. New York: W. W. Norton & Company.
  • Cyrulnik, B. (2009). Resilience: How Your Inner Strength Can Set You Free from the Past. London: Penguin Books.
  • Cyrulnik, B., & Elkaïm, M. (2012). Entre résilience et résonance. À l’écoute des émotions. Paris: Éditions Fabert.
  • Russell, W. P., Breunlin, D. C., & Sahebi, B. (2020). Integrative Systemic Therapy in Practice: A Clinician’s Handbook. Routledge.
  • Walsh, F. (2015). Strengthening Family Resilience (3rd ed.). New York: The Guilford Press.
  • Walsh, F. (Ed.). (2011/2016). Normal Family Processes: Growing Diversity and Complexity (4th ed.). New York: The Guilford Press.

Picture of dr Sonia Dzierzyńska-Breś

dr Sonia Dzierzyńska-Breś

Dr nauk społecznych w zakresie pedagogiki (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). Ukończyła podstawowe i zaawansowane szkolenie z psychoterapii systemowej w Wielkopolskie Towarzystwo Terapii Systemowej. Pracuje z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, a także z parami i rodzinami. Doświadczenie zdobywała w poradniach zdrowia psychicznego oraz w praktyce prywatnej. W pracy opiera się na podejściu systemowym, koncentrując się na relacji i zasobach.